NEWS
Przyciągał kobiety jak magnes, ale mieszkał daleko od swojej żony. Byli małżeństwem przez 43 lata.

Jerzy Gruza był mężczyzną, który przyciągał uwagę, gdziekolwiek się pojawił. Miał w sobie coś, co sprawiało, że kobiety chciały być blisko niego – i zazwyczaj tak było. Na przestrzeni lat wokół jego życia miłosnego narosło wiele legend, ponieważ chociaż reżyser był żonaty trzy razy, to jego pozamałżeńskie romanse przyciągały najwięcej uwagi. Kochał towarzystwo kobiet, a one kochały jego. Przez wiele lat żył na odległość ze swoją żoną.
Jerzy Gruza nie tylko cenił kobiece piękno, ale też doskonale rozumiał płeć piękną. Było to widoczne w jego twórczości – w takich cyklach jak „Wojna domowa”, „Czterdziestolatek” czy nawet „Pierścień i róża” kreował wyraziste bohaterki, których losy śledziły miliony Polaków. Kobiety w jego produkcjach nie były tylko ozdobą – miały charakter, siłę i charyzmę. Może dlatego otaczał się takimi osobowościami w życiu prywatnym.
Małżeństwa Jerzego Gruzy
Podczas gdy pierwsze dwa małżeństwa Gruzy pozostają niemal całkowicie nieznane, jego trzeci związek z Grażyną Lisiewską był pod wieloma względami wyjątkowy. Nie przypominał klasycznego modelu małżeństwa, a raczej układ, który funkcjonował na własnych zasadach. Byli razem przez 43 lata, ale każde z nich żyło w swoim własnym świecie. Mieli jedno dziecko, syna o imieniu Paweł. Ona mieszkała w Gdańsku, on w Warszawie i żadne z nich nie miało zamiaru zmieniać miejsca zamieszkania.
Nie rozstaliśmy się, rozdzieliły nas problemy życiowe. To nie jest sprawa rozwodowa, tylko sprawa odległościowa. Ona nie chce się przeprowadzać do Warszawy, a ja nie chcę się przeprowadzać na Wybrzeże. Ale rozwód nie wchodzi w grę.
reżyser zapewnił w wywiadzie dla „Vivy”. Ich związek był bardziej partnerski niż klasycznym małżeństwem – z dużą dozą swobody, a może po prostu milczącym porozumieniem, że miłość nie musi oznaczać rezygnacji z własnych przyzwyczajeń.
Gruza nigdy nie ukrywał, że ceni sobie niezależność.
Podczas gdy jego żona była nad Bałtykiem, w Warszawie otaczała go grupa pięknych, utalentowanych kobiet. Jego charyzma, dowcip i pewna nonszalancja sprawiały, że czuł się w ich towarzystwie niesamowicie swobodnie.
Kobiety są najważniejsze w moim życiu. Istniały niemal równolegle. Niektórzy uważają mnie za playboya, bo zawsze interesowałem się płcią przeciwną. Tak, często patrzyłem na kobiety. Poza tym zazwyczaj potykały się o mój wzrok. Doświadczyłem tego wiele razy, ale nie chcę wyjść na starego samochwałę. Dla równowagi mogę powiedzieć, że z czasem przestały się potykać
– przyznał żartobliwie w wywiadzie dla „Playboya”. Ale nie chodziło mu o tanie teksty na podryw – po prostu wiedział, jak sprawić, by kobieta poczuła się w jego towarzystwie wyjątkowo.
Tatiana Sosna-Sarno – przyjaźń czy coś więcej?
Jedną z najważniejszych kobiet w jego życiu była Tatiana Sosna-Sarno – aktorka i prezenterka, z którą łączyła go niezwykle bliska relacja.
Nie było między nami namiętności, tylko dojrzała przyjaźń. Razem chodziliśmy do teatru, jeździliśmy na wakacje do Polski i za granicę. Staliśmy się nierozłączni. Potrafił docenić mnie jako kobietę, ale też jako osobę.
– wspominała aktorka w wywiadzie dla „Vivy”. Nieuchronnie pojawiały się spekulacje – ludzie szeptali, że to coś więcej niż przyjaźń, ale żadna z nich tego nie potwierdziła.
Gruza kochał ludzi, którzy mieli coś do powiedzenia i jednocześnie potrafili cieszyć się życiem. Miał magnetyczny urok. Jak wspominał Andrzej Korzyński w wywiadzie dla „Pani”, Gruza:
Miał umiejętność nawiązywania intensywnych relacji z kobietami. Był dla nich jak magnes. Musiała się z tym pogodzić jego żona, a potem kolejne partnerki.
Życie jak film?
Czy można powiedzieć, że Gruza prowadził podwójne życie? Być może. Był mężem Grażyny Lisiewskiej, ale jednocześnie nie odmawiał sobie przyjemności przebywania w towarzystwie innych kobiet.
Miał niezaprzeczalny talent do podrywania kobiet, fantastyczną umiejętność przyciągania ich uwagi. Co z tym robił później, było zagadką w sypialni. Ale potrafił pojawiać się każdej nocy z inną dziewczyną.
Korzyński opowiadał. Gruza był mistrzem lekkiej rozrywki – nie tylko na ekranie. Kobiety dodawały barw jego życiu. Bo chociaż miał w sobie coś ze staroświeckiego gentlemana, był też niepoprawnym uwodzicielem – takim, któremu trudno się oprzeć.